Wspomnienie Bikemaraton Zdzieszowice

Do Zdzieszowic pojechała nas piątka: Włodek, Darek, Feru, Wallace i ja. Po ubiegłorocznej błotnej masakrze trzeba było zatrzeć złe wspomnienia i kontynuować cykl Bikemaratonu.

bm-zdzieszowice-jarek-ok

Słoneczko i temperatura nastawiały optymistycznie od samego rana. Krótka tym razem podróż, na rozgrzewkę wjazd na Górę Świętej Anny, który niestety trzeba było powtórzyć potem w wyścigu i oczekiwanie na start. Od początku jechało się bardzo przyjemnie. Po podjeździe na wspomnianą już górę stawka się mocno rozproszyła, tym bardziej że tuż za szczytem ktoś otworzył serwis z wymianą dętek (naliczyłem ponad 20 pompujących). Trasa o większej liczbie przewyższeń niż Miękinia nie sprawiała technicznych, ani kondycyjnych problemów. Jak na Zdzieszowice przystało był kwitnący rzepak, niebieskie niebo na horyzoncie, tylko ubiegłoroczne pole „Kargulowe” ktoś odgrodził taśmą.

bm-zdzieszowice-jarek-glebabm-zdzieszowice-feru-gleba
Jarek leży, to Feru też się położył ;-)

Obyło się bez większych gleb poza tym, że ja i Feru leżeliśmy na tym samym zakręcie zwiedzając przydrożne chaszcze, ale „ad extremum” wszyscy w całości zameldowaliśmy się po makaron, zamiast którego dostałem kiełbasę. „Taka sytuacja”, … regeneracja znaczy. Darek znowu kwadrans przede mną i Włodkiem na MEGA. Feru i Wallace objechali MINI odpowiednio z czasami 1h18min. i 1h29min.

Naskrobał Jarek, 10 maj 2014 r.

Na stronach *.ghostbikers.pl używamy plików cookies w celach statystycznych oraz lepszej użyteczności wyświetlanych stron. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Możesz samodzielnie nimi zarządzać, zmieniając ustawienia przeglądarki.