*** (Z wycieczki „Szlakiem Jaskiniowców”)

Historia „koła” rozpoczęła się tysiące lat temu, jednak do dziś pojawiają się sprzeczne informacje na temat tego wynalazku, dlatego postanowiliśmy wyjaśnić to osobiście ;-)

smolen-kolko

Naszą podróż rozpoczęliśmy w ostatniej ostoi cywilizacji położonej na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej zwanej też „Bramą na Jurę” czyli Zawierciu (gdzie dotarliśmy z Będzina najszybszymi kolejami świata „pendolino”). Zaopatrzeni w różnego rozmiaru i typu siedem kompletów kół ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku doliny Wodącej.

smolen-zagubieni

Posiadając doświadczenie z podobnych wypraw postanowiliśmy (aby nie tracić czasu później) zabłądzić już na samym początku i tak kolory szlaków zaczęły zmieniać się jak w kalejdoskopie. Jednak obecni wśród nas tropiciele szybko odnaleźli prawidłowy kierunek (podobno po mchu na drzewach). Nie tracąc czasu przeszliśmy do planu B – czyli awarii.

smolen-naprawa

Na początek małe pssss… i szybki kurs wymiany dętki, chwilę później wielki wybuch (podobno to ci z samolotu, ale dowodów nie mamy). Po wyczerpaniu pakietu niespodzianek, wyprawa przebiegała według wcześniej założonego planu.

Przez cały czas towarzyszyła nam piękna pogoda, a szlak wyglądał jak dywan usłany z tysiąca kolorowych liści, co jakiś czas mijaliśmy położone na skalistych wzniesieniach zamki i warownie. Po kilku godzinach dotarliśmy na Smolenia, gdzie po krótkiej integracji z miejscową ludnością i uzupełnieniu źródlaną wodą bidonów, pozostał nam ostatni odcinek trasy, czyli odnalezienie zielonego „szlaku Jaskiniowców” i celu naszej eskapady jakim była „Jaskinia Jasna”. Wbrew pozorom okazało się to nie lada wyzwaniem, na szczęście po chwili przedzierania się pośród drzew i zarośli spotkaliśmy (prawdopodobnie) Druidów przyczepionych do skał wysoko nad ziemią, którzy wskazali nam drogę, a po chwili ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu i uciesze ukazał się widok wejścia do jaskini, gdzie przy rozpalonym ognisku oczekiwał nas Fryderyk „Fred” Flintstone wraz z żona Willmą i dziećmi (chyba, bo z wrażenia zapomnieliśmy się sobie przedstawić O.o ).

smolen-jaskiniowcy

Po tradycyjnym „Yabba Dabba-Doo!”, chwili rytualnego tańca i podskoków, zdradziliśmy im cel naszej wizyty. Pogaduchy trwały by pewnie w nieskończoność lecz z uwagi iż robiło się coraz później, a w oddali słychać było powracające wilki i niedźwiedzie, postanowiliśmy przełożyć nasza dyskusję (na dwudniową wyprawę gdzieś z początkiem przyszłego roku).

smolen-liscie

Chcąc nie chcąc musieliśmy odłożyć maczugi, zdjąć skóry i ruszyć w podróż powrotną z ostatnim już postojem (w celu uzupełnienia spalonych kalorii) w restauracji o poniekąd dziwnej nazwie „Bida”, gdzie talerzyki (dodam wyśmienitego jadła) mają wielkość wiaderek.

Dziękujemy Wszystkim za przesympatyczne towarzystwo i wspólnie spędzony dzień.

Naskrobał Adam

ps. Zdjęcia od Adama i Nico.

Na stronach *.ghostbikers.pl używamy plików cookies w celach statystycznych oraz lepszej użyteczności wyświetlanych stron. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Możesz samodzielnie nimi zarządzać, zmieniając ustawienia przeglądarki.