… dojechać bez awarii i nie być ostatnią …

Jeszcze parę miesięcy temu nie dała bym sobie wmówić, że wezmę udział w jakimkolwiek rajdzie, maratonie czy innym ustrojstwie, który kojarzy się z wysiłkiem, a tu proszę mam za sobą debiut. Ja i mój rowerek który może nie jest stworzony do wyczynowych celów zaliczyliśmy swój pierwszy raz – jak to brzmi ;-) – w Skandia Maraton Lang Team w Dąbrowie Górniczej. Długo zastanawiałam się, czy aby na pewno dam radę, czy nie lepiej jechać z klubem na wycieczkę, ale cóż, wsparcie i wmówienie mi że dam radę sprawiło, że uwierzyłam i się zgłosiłam.

skandia-daga-4Dzień przed maratonem pojechałam odebrać pakiet startowy i moje oczy zobaczyły wyrastające miasteczko rowerowe. W głowie od razu tekst: wielkie WOW :-) A zaraz za nim: O kurcze! Co ja tu robię! W koło pełno zawodników na swoich odjechanych rowerach, a ja i mój mały crosik jakoś wyglądaliśmy blado. Jak to się jednak mówi, zapłaciłaś babo nie ma odwrotu. Noc – oj kiepsko się spało, rano – ledwo wstałam. Ostatnie przygotowania: ubieranie, pakowanie, sprawdzenie roweru i można jechać. Wychodzę z klatki z moim rumakiem, a tu szok, no żeby to szlak trafił – zimno, coś tam pada z nieba. Nie, to nie może skończyć się dobrze :/ Ale nic, mimo wszystko jadę dzielnie na rowerku do miejsca startu odziana dumnie w barwy klubowe, w końcu nie mogę się teraz wycofać, był by obciach dla mnie i dla klubu. Staram się nie myślec co będzie. Dojeżdżam do miasteczka, a tu tyle ludzi. Próbuję dostać się do mojego sektora. Przepycham się i wreszcie udaje mi się stanąć prawie na samym końcu. Rany ile tych ludzi. Takie rowery, takie stroje, znane kluby… Myślę sobie, trzymam się swojego założenia: dojechać bez awarii i nie być ostatnia :-) Już mi się zdążyło zrobić zimno, lekkie opóźnienie w starcie.

Ręce trzęsą się ze strachu i z zimna. W końcu jest, przesuwamy się do przodu, coraz bliżej startu. Wystrzał pistoletu i jedziemy. Zaczęło się. Teraz strach zmienił się w lekkie podjaranie – Ja jadę, naprawdę jadę. Teraz już skupiam się tylko, by cisnąc do przodu. Początek trasy w porządku, bez problemowo bo samym asfaltem. Potem wjeżdżamy wężykiem na teren lesisty. Ostatnio padało, oj dużo, za dużo. Jedna kałuża, druga kałuża, jadę i jadę. Zadowolona z siebie, bo zero skrzywień, zero poślizgów. Moje maleństwo daje radę. Nagle widzę wszyscy przede mną zwalniają – już wiem znam tę trasę, pewnie niezłe błoto, a raczej w tej chwili bajorko przed nami. Oczywiście nie mylę się. Odcinek trasy pod górę przez błoto i wodę. Jechać się nie da :D Od razu żałuje że rower to nie amfibia, chociaż darmowe SPA nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Humor mimo przeszkód wszystkim dopisuje. Dyskusja na temat naszego brodzenia po kostki trwa. Wśród śmiechu wszystkich udaje się wreszcie wepchać rower i dalej ruszać. Jadę. Po drodze widzę że dużo awarii. Jednemu spadł łańcuch, drugi spadł z roweru, trzeci coś zgubił. Ja brnę dalej.

skandia-daga-2Nagle co jest … mija mnie samo koło! Toż to nie możliwe :D Szybkie zerknięcie w tył i jednak. Pechowiec został z tyłu, a koło jedzie dalej. Moja maszyna zaczyna trochę skrzypiec i wydawać dziwne jęki. Głaskam go po kierownicy i powtarzam dasz radę. Jakby na potwierdzenie tego wychodzi słoneczko, wreszcie jest piękna pogoda :-) Pokonuję wszystkie swoje lęki. Mijam tory, gość od kontroli zdziwiony: wszyscy tacy brudni, a ja brudna, ale twarz czyściutka. Śmieje się, że prawdziwa dama ;-) Humor jeszcze lepszy, śmieję się sama do siebie i jadę dalej. Jadę i dojeżdżam do mety. Zmęczona jak diabli, ale jaka szczęśliwa! Nie jestem ostatnia, nic mi nie odpadło i jestem tu na mecie!!! Dojechałam. Hurra !!! Ogarnia mnie wielka duma i szczęście i już wiem – to na pewno nie mój ostatni maraton :-)

Zachęcam więc wszystkich, a szczególnie kobiety które się boją, startujcie! Uczucie gdy przekraczasz metę i wiesz że dałaś z siebie wszystko i dałaś radę jest nie do zastąpienia. To tyle jeśli chodzi o mój pierwszy raz ;-)

Naskrobała Daga

Na stronach *.ghostbikers.pl używamy plików cookies w celach statystycznych oraz lepszej użyteczności wyświetlanych stron. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Możesz samodzielnie nimi zarządzać, zmieniając ustawienia przeglądarki.